sobota, 17 września 2011

Jak one się kochają?!

Nowina o narodzinach dziecka, widok maleńkiej fasolki - to dla każdej rodziny zawsze powinno być wielkim szczęściem.
Pamiętam, kiedy prawie 3 lata temu w mojej „nianiowej rodzinie” miała się urodzić mała istotka, było sporo zamieszania i jeszcze więcej pytań: chłopczyk, dziewczynka, różowe, niebieskie, czy będzie zdrowe? Rodzice pamiętali o starszym bracie, który nie wiedział, jak to jest mieć rodzeństwo i  postanowili przygotować go do tej roli. Rozpoczęły się opowieści o wspólnych zabawach, wyprawach i wszystkich wspaniałościach wynikających z bycia bratem. Trwało wielkie oczekiwanie. Mały z czułością przemawiał do coraz większego brzucha Mamy, nasłuchiwał, pokazywał zabawki i głaskał. Napięcie rosło z każdym dniem, trwały przygotowania na przyjęcie nowego członka rodziny. Tak, to już dziś! Teraz tylko przeżyć  koszmar szpitalnej rzeczywistości i szczęśliwie wrócić do domu. Dzielni rodzice urodzili śliczną Dziewczynkę. Dom żył oczekiwaniem, przygotowaliśmy pokój, Brat ozdobił go pięknymi rysunkami, kwiatami, przyniósł swoje zabawki. Z niepokojem  czekaliśmy na powrót Mamy i Siostry. Kim jest siostra? Co kryje się pod pojęciem starszy brat? Małe serduszko chłopca drżało z niepokoju i niepewności. Kiedy nadszedł moment powitania  i nikt nie krył łez wzruszenia, Brat już całym sercem kochał maleńką „przybyszkę”. Oglądał  jak najpiękniejszą i najbardziej oczekiwaną niespodziankę, zachwycał się, delikatnie, z miłością dotykał i całował. Miłość od usłyszenia pierwszego uderzenia serca.

Co było dalej napiszę w następnym poście. 

wtorek, 13 września 2011

Dookoła blogu.

Bywa tak, że Niania ma wolny weekend. Piękne , spóźnione lato zaprosiło mnie do stolicy Dolnego Śląska. Wrocław przywitał nas piękną, słoneczną pogodą, było 37 stopni w słońcu. Spacer w taki upał to czysta desperacja! Tęsknota za bliskimi była jednak silniejsza.
Z nadzieją, że odpocznę od bycia Nianią wybrałam się na spacer po Rynku. Ze zdumieniem zauważyłam, że zamiast atmosfery niedzielnej sjesty ogarnęła nas atmosfera gali boksu zawodowego. Nawet Niania, która ze sportów najbardziej lubi taniec, musiała zderzyć się z tym niezwykłym klimatem. Mój plan zaczął się realizować – miałam przecież odpocząć od „nianiowania”. Już z daleka widać zainteresowanych przechodniów. Żywe posągi Anioła i Arlekina, całe pomalowane na biało i złoto stanowiły to niezwykłe zjawisko. Dzieciaki patrzyły z zachwytem.  Aplauz i poruszenie wywoływały każdorazowe zmiany „posągów”. I jak tu mam mieć wolne. To już niemożliwe, aby oddzielić prywatność od miłości do dzieci. Stanęłam z boku aby popatrzeć i posłuchać spontanicznych okrzyków radości, zachwytu, zdziwienia i odrobiny bojaźni. Tylko dzieci tak reagują. Wyrażają swoje emocje całym sobą. Uwielbiam tego doświadczać, bo zawsze jest to prawdziwe, nieudawane!
Drugi dzień mojego krótkiego urlopu upłynął pod znakiem Kultury przez duże ”K”. Europejski Kongres Kultury, który odbywał się w Hali Tysiąclecia, to ciekawa inicjatywa imprez towarzyszących dla mieszkańców i przyjezdnych. Różnobarwne instalacje i formy plastyczne rozstawione w przylegającym parku przyciągały uwagę wszystkich zwiedzających. Świat grających fontann stanowił atrakcję dla dorosłych i dla dzieci. Obserwowałam maluchy biegające po trawie, kąpiące się w fontannie lub siedzące obok swoich rodziców. Wszędzie są takie same: piękne, radosne, uważne na ciekawe zdarzenia, spostrzegawcze i beztroskie. Przykuwają uwagę dorosłych.
Niania nawet  gdyby wędrowała dookoła globu , to zawsze jej spostrzeżenia skierują się na dzieci. Może jej umknąć znany zabytek,  malucha zauważy zawsze. To niezwykłe, ale daje szczęście i siłę do życia.

Pozdrowienia z podróży dookoła blogu dla Wszystkich przesyła Niezawodna Niania.

sobota, 10 września 2011

Sposób na niejadka

Niejadek to nie gatunek zaginionych dinozaurów, ale utrapienie współczesnych rodziców i opiekunów, którzy próbują nakarmić pociechę. Mnie przypadł w udziale ten problem i oczywiście próbuję znaleźć rozwiązanie.
Mam kilka sposobów na niejadka, które znalazłam w poradnikach o karmieniu: ładnie, zdrowo, kolorowo. I nic z tego. Moja dziewczynka (dwa latka) porusza się z prędkością huraganu i najwspanialsza zachęta nie przyciągnie jej do stołu na dłużej niż na jeden kęs. Zupki, kaszki , warzywka nie zachęcają do jedzenia. Podbiega, odbiega , podbiega….. o siedzeniu przy stole nie ma mowy. Oczywiście ”NIE” to teraz jej ulubione słowo, i stosuje  je po mistrzowsku.
Najpierw sięgnęłam  po wypróbowane sposoby mojej babci, może mniej nowoczesne, ale skuteczne: ciepłe, mleczne zupki, zwykła kaszka  z dodatkiem warzyw (ulubiony okazał się zielony groszek) i nasze maleństwo  zainteresowało się jedzeniem. Może to jeszcze nie pełen sukces, ale droga do… Gdyby   któraś  z mam lub niań miała jeszcze jakiś cudowny sposób to proszę o wsparcie.

wtorek, 6 września 2011

A taka była milutka...


Kształtowanie się charakteru dziecka obserwowałam już kilka razy , ale to co rozpoczęło się wraz z dorastaniem  milutkiej dotąd Dziewczynki przerosło moje najśmielsze przewidywania. Cóż to za kobietka! Z pewnością zawalczy o wszystko, zdobędzie niemożliwe do zdobycia. Mała górą, a rodzinka ma teraz naprawdę trudny egzamin z cierpliwości. Zawsze byłam zwolenniczką pokazywania emocji (oczywiście znów te granice), ale co zrobić z maluchem, który próbuje odgryźć własny palec? Poza tym rzucanie przedmiotami, akrobatyka sportowa, kopanie i wszechobecne „NIE!”, to tylko manifestowanie niezadowolenia i nauka wyrażania emocji. 
Tak naprawdę to jestem pełna podziwu dla NIEJ!
Od radości, wesołości do krzyku i wściekłości. Maluch, którym miotają emocje jest jak wulkan z gorącą lawą. Należy obserwować, podziwiać i rozumieć. 
NIGDY AGRESJA I KRZYK!
Sama próbuję rożnych metod, sposobów by ogarnąć ten nadmiar energii, ale myślę, ze to Mała ma dużo trudniejsze zadanie do wykonania. Zaakceptować i nauczyć się zmian emocji, poznać je, (co jest bardzo trudne), próbować  smaków i ”wielorakości” życia. Bardzo trudno być dzieckiem! MY powinniśmy uczyć się od dzieci jak sobie radzić z trudnościami. Myślę, że nie ma rady na bunt dwulatka, to jego specjalność!

Ciekawa jestem jak Wasi buntownicy wyrażali swoje emocje i jak Wy przeżywaliście ten trudny czas?

A milutka jest  :) 

piątek, 2 września 2011

Nie chcę iść do szkoły!


Tygodnie przygotowań, plecaczek, książki, kolorowe przybory i miłe pogawędki o szkole. Wszystkim domownikom udzieliła się atmosfera oczekiwania. Pierwszy dzień w szkole, nowi koledzy, nowe obowiązki. Może zbytnie zdenerwowanie udzieliło się Maluchowi. Przygotowania sięgnęły zenitu. Czarne spodnie, biała koszulka, odświętnie ubrani rodzice i odrobina emocji, bo pierworodny idzie do szkoły. Gotowe! Tylko nasz „szkolniak” z rozpaczą w głosie krzyknął:
„Ja nie chcę iść do szkoły. Chcę zostać w domu!”
Czego nie dopilnowaliśmy? Jak zrozumieć emocje malucha? Szkoła jest ciekawa i twórcza jeśli pracują tam ludzie oddani dzieciom. Czy tak jest w każdej szkole? Co mają zrobić rodzice, którzy nie mogą wybrać  placówki przyjaznej dziecku? Maluch już zawsze będzie poddawany wymogom, rygorom, zakazom i działaniom innych, nie zawsze rozumiejących dziecko. Uwielbiam kiedy maluchy się śmieją, bo śmieje się cały świat, ale kiedy płacze i naprawdę jest smutny, to my dorośli powinniśmy zrozumieć go i przytulić.